Jednym z moich sprawdzonych sposobów na relaks jest czytanie. Książka musi być lekka (lecz nie głupia) i przyjemna. Powinna sprawiać, że odpoczywam, przenoszę się do innego świata.
Wszystkie moje wymagania spełniają lektury Emily Giffin. Jedną z nich jest książka "100 dni po ślubie", o której chciałabym dzisiaj opowiedzieć.
![]() |
| Źródło |
Książka jest stosunkowo dość młoda, jej premiera miała miejsce w połowie 2014 roku. Mój egzemplarz nie posiada okładki, ale wersje papierowe posiadają charakterystyczną dla autorki oprawę - kobiecy portret. Pewnie nie raz pojawi się na tym blogu, że jestem zwolenniczką książek w formie ebook. W planach mam osobną notkę na ten temat, tak też nie będę się teraz nad tym za bardzo rozwodzić.
W Empiku książka opisywana jest w następujący sposób:
Ślub bierze się z miłości i z wiarą we wspólną przyszłość z ukochanym mężczyzną.
A jeśli to za mało?
A jeśli kochamy więcej niż raz?
Sto dni po ślubie Ellen spotyka Leo, swoją dawną wielką miłość. Ożywają uczucia ukryte głęboko w sercu. I budzą się wątpliwości – czy podjęła dobrą decyzję? Czy jej mąż Andy jest tym jedynym, z którym pragnie spędzić resztę życia? Czy małżeństwo z nim jest spełnieniem jej marzeń?
A jeśli to za mało?
A jeśli kochamy więcej niż raz?
Sto dni po ślubie Ellen spotyka Leo, swoją dawną wielką miłość. Ożywają uczucia ukryte głęboko w sercu. I budzą się wątpliwości – czy podjęła dobrą decyzję? Czy jej mąż Andy jest tym jedynym, z którym pragnie spędzić resztę życia? Czy małżeństwo z nim jest spełnieniem jej marzeń?
Niewiele opisów księgarni w moim mniemaniu odzwierciedla ducha książki. Lecz w tym wypadku jest inaczej. Żeby nie spojlerować, nie mogę powiedzieć dużo więcej. Problemy tutaj omawiane przeżywała każda z nas. A przynajmniej większość. Czy związek, w którym jestem to TEN? Czy może byłabym bardziej szczęśliwsza z poprzednim partnerem? Jakby wyglądało moje życie, gdyby poprzedni związek trwał nadal? Czy mimo wszystko byłabym w tym miejscu, w którym teraz jestem?
"100 dni po ślubie" nie jest pierwszą książką tej autorki, którą czytałam. Charakterystyczny styl pisania autorki został tutaj zachowany - bohaterką powieści jest młoda kobieta, w okolicach trzydziestki, zmagająca się z problemami sercowymi. Narracja została zachowana w pierwszej osobie. Chciałabym pochwalić panią Giffin za nieuleganie modzie na bardzo szczegółowe opisywanie scen erotycznych, co dla mnie jest wielkim atutem. Trzeba przyznać, że świat przedstawiony jest trochę w nadmiarze wyidealizowany, to prawda. Ale jest to zrobione na tyle dobrze, że nie mam o to pretensji do autorki. Dzięki temu książka jeszcze bardziej działa na wyobraźnię, a przez to z większą ochotą po nią sięgam :)
Polecam zapoznać się z recenzjami na Lubimy czytać :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz