niedziela, 4 stycznia 2015

Manicure japoński jako rozwiązanie paznokciowych problemów?


Na drugi dzień po zabiegu
Kiedy decydowałam się na studia magisterskie na mojej uczelni, myślałam, że po przejściach na licencjacie, nic nie jest w stanie mnie już zaskoczyć. A jednak. Kierunek położnictwo musi odbyć praktyki z dydaktyki :) nigdy nie wiadomo, co się w życiu zawodowym przyda, więc (prawie) nie marudząc ruszyłyśmy do szkoły zawodowej. Pierwszego dnia trafiłyśmy na zajęcia do kosmetyczek. Jako że zajęcia były praktyczne, dziewczyny zauważyły w nas potencjalne modelki do nauki i tak trafiłam na zabieg japońskiego manicuru.

Paulina, uczennica, która się mną zajmowała, zaczęła od przygotowania moich dłoni do jakiegokolwiek zabiegu, tzn. opiłowała, usunęła skórki, itp. itd. Wykończenie zabiegu zależało ode mnie - odżywienie czy malowanie? Jako maniaczka lakierów w dużym koszyczku nie znalazłam żadnego koloru, który wybiłby się i byłby na tyle oryginalny bym zapragnęła go na moich paznokciach. Spytałam więc o opcję pielęgnacyjną dla moich kruchych, rozdwajających się paznokci. Okazało się, że w zasobach ćwiczebnych szkoły znajduje się również zestaw do japońskiego manicure'u. Dowiedziałam się, że po zabiegu mam mieć piękne paznokcie, wzmocnione i odżywione, a na dodatek błyszczące bez użycia lakieru. Więc czemu nie?

Na zestaw składały się dwa pojemniczki: zielony z pastą i różowy z pudrem. Każdy z nich dodatkowo posiadał w tym samym kolorze polerkę, który używany był do wcierania produktu. Podczas rozmowy z Pauliną dowiedziałam się, że zasada aplikowania jest taka sama jak przy piłowaniu - zawsze tylko w jedną stronę przeciągamy polerką. Zabieg jest bardzo prosty i wszystkie byłybyśmy w stanie wykonać go samodzielnie w zaciszu domowym. Jedyną przeszkodą jest niestety cena takiego zestawu - ok 150 zł. Co prawda, wystarczy on na bardzo długi czas i zdecydowanie przyczyni się do jakości płytki, a nie tylko do jej estetycznego wyglądu jak ma to miejsce w lakierach do paznokci, jednak taki wydatek boli. Zdecydowanie polecam udać się do swojego zaufanego salonu kosmetycznego przynajmniej na jeden dwa takie zabiegi by zobaczyć, czy właśnie o taki efekt nam chodziło.

Jeżeli chodzi o wykonanie zabiegu można go podzielić na kilka etapów:
Po tygodniu
1) Usunięcie zbędnych skórek, np przy użyciu kopytka;
2) Zmatowienie zewnętrznej warstwy paznokcia - podobnie jak przy nakładaniu tradycyjnego lakieru ważne jest aby powierzchnia była pozbawiona tłuszczu.
3) Nałożenie na paznokieć pasty bogatej w witaminy i minerały. Wmasowywanie preparatu powinno zakończyć się dopiero, kiedy paznokieć zacznie błyszczeć - możemy mieć pewność, że specyfik jest odpowiednio zaaplikowany i możemy przejść do kolejnego etapu pielęgnacji.
4) Nałożenie na paznokieć pudru. Może to nastąpić dopiero wtedy, gdy wszystkie poprzednie kroki zostały uprzednio spełnione. Ważne - gdyby paznokcie sprawiały wrażenie zniszczonych, warto powtórzyć nakładanie pudru w ciągu tygodnia od poprzedniej aplikacji.

Dwa tygodnie po zabiegu
Jako że praktyki szybko się kończą, nie do końca został zrealizowany punkt czwarty, a właściwie jego koniec - po tygodniu nie została wtarta kolejna warstwa pudru. Cała reszta zabiegu nie odbiegła od wyżej przedstawionego standardu. Moje paznokcie lśniły, zaraz po zabiegu były twardsze i wyglądały na zdrowe i zadbane.

Robiąc zdjęcie środkowe chciałam pokazać efekty po tygodniu. Nie oszczędzałam rąk, prowadziłam normalny tryb życia. Paznokcie urosły trochę więcej niż zazwyczaj, nadal się błyszczą, lecz niestety trochę mniej niż po zabiegu, jednak ich odporność na wyginanie pozostała równie satysfakcjonująca jak na początku co mnie bardzo cieszy :)

Bez malowania paznokci wytrzymałam dwa tygodnie. To były bardzo długie dwa tygodnie. Jeśli nie mam praktyk na oddziale szpitalnym moje paznokcie 90% swojego życia spędzają będąc pomalowanymi :) Dalej miały ładny kształt nadany przez Paulinę, były tylko trochę dłuższe, więc postanowiłam ich nie skracać. Błysk już mało widoczny, twardość dalej zadowalająca. Wyglądały na zadbane, eleganckie, zdrowe.

Czy zdecyduję się ponownie na taki zabieg?
Pewnie tak, ale już w warunkach domowych. Nie jest to nic trudnego, co wymagałoby wizyty u kosmetyczki. Efekty spełniły moje oczekiwania - manicure znacząco poprawił stan moich paznokci na długo - nosząc już później lakier paznokcie dalej miały wyżej wymienione cechy -  nie łuszczyły się, były twardsze i zadbane. Jedynym minusem, który mnie odstrasza jest cena zestawu. W promocji przedświątecznej znalazłam go za ok 130 zł, co i tak jest dużą kwotą, ale myślę, że mimo to jest ona adekwatna do efektu, który uzyskałam.

Czy polecam?
Zdecydowanie tak, szczególnie osobom z podobnie kapryśnymi paznokciami jak moje - łamliwe, rozdwajające się, miękkie. Warto czasem dać im wytchnąć i wmasować wartościową pastę, która być może rozwiąże choć część problemów. Myślę też, że to dobre rozwiązanie dla dziewczyn, które chciałby po prostu dbać o swoje paznokcie i żeby ich manicure długo wyglądał schludnie - robiąc go dwa razy w miesiącu nie namęczymy się za bardzo, a efekt będzie spełniał estetyczne wymagania.

1 komentarz:

  1. Znalazłam za 99 zł + przesyłka
    http://allegro.pl/manicure-japonski-p-shine-duzy-zestaw-od-99-pln-i4926289288.html#tabsAnchor
    Teraz po tym poście zaczęłam się zastanawiać nad ewentualnym kupnem :) Moje paznokcie wciąż cierpią po wrześniowych żelach :(
    Ale to będzie wydatek na przyszły miesiąc :)

    OdpowiedzUsuń